Apacze
KAROL MAY
WINNETOU
–Udało nam się spłatać im figla.
– Synowie Komanczów – dodał Apacz – mają oczy, a nie widzą, a uszy ich są tak zatkane,że nie słyszą kroków nieprzyjaciół. Niech moi biali bracia pozdejmują koniom mokasyny.Posłuchano chętnie tej rady Winnetou, gdyż konie, mając poobwijane kopyta, tylko z wielkątrudnością posuwały się wzdłuż parowu zasypanego złomami skał i drzewami, postrącanymiz obu stron przez starość lub burze. Z każdą chwilą wchodziliśmy w coraz dzikszą okolicę,a koło wieczora dotarliśmy do łańcucha gór, biegnącego równolegle z Sierrą z północy napołudnie. Przekroczywszy te góry, jechaliśmy jeszcze dalej, aż o zachodzie słońca znaleźliśmyznakomite miejsce na obóz.Wieczór i noc upłynęły spokojnie, a krótki wyjazd na zwiady, podjęty rano przeze mnie,utwierdził mnie w przekonaniu, że nikt nas nie ściga.Dalszą drogę odbywaliśmy przez okolice coraz uboższe w lasy, ponieważ zaczynało brakowaćwody, jak o tym świadczyło mnóstwo wyschłych łożysk rzecznych, których głębokośćtylko przywodziła myśl o dawnej obfitości wód. Gdy kto zbliży się do jednego z takich łożysk,poplątanych między sobą jak sieć, na przeciwległym brzegu ujrzy dokładne odbiciegruntu, na którym właśnie stoi. Przy tym im dalej się jedzie, tym dokładniej oznaczają sięwarstwice, aż w końcu jeździec staje nagle nad przepaścią. Okropność tej przepaści łagodzichyba tylko to, że na dnie jej jest tak samo jasno jak na górze, mimo to jednak strome jej ścianystanowią trudną do przebycia przeszkodę.Przyjrzawszy się dokładniej tym dolinom, można poznać, że w porze deszczowej bywająone całe wypełnione wodą, gdyż w rozmaitych miejscach powstają na skałach znaki, którewskazują, jak wysoko woda podeszła. Oko widza spoczywa tu z przyjemnością na piętrzącychsię nad sobą wspaniale skałach o malowniczych, a często dziwacznych zarysach. Na ogromnymobszarze sterczą skalne piramidy i sześciany, wznoszą się potężne kolumny i łuki, a wodawymywa gdzieniegdzie tak szczególne zakręty i żłobi tak dziwne, podobne do ozdób kontury,że trudno uwierzyć, iż nie wykonała tego ręka ludzka.Dna tych łożysk nie tworzą wklęsłych koryt, a zejść na dół ze stromych i wysokich brzegówjest nadzwyczaj trudno. Płaskowyż jednak jest tak gęsto poprzecinany takimi suchymiłożyskami, że idąc wzdłuż ich brzegu, spotyka się co chwila poprzeczne doliny boczne. Prowodząone do łożyska głównego. Ponieważ ciągnie się ono zwykle w jednym, wyraźnym kierunku,przeto może służyć za gościniec, o tyle wygodny i bezpieczny, że podróżnego możnazobaczyć jedynie z brzegu. Ma to jednak tę złą stronę, że i podróżny nie dojrzy nieprzyjaciela,dopóki ten
